niedziela, 11 sierpnia 2013

Rozdział 8

***Oczami Amber***

-Nie uważasz że to trochę podejrzane że tak dużo czasu ze sobą spędzamy?-spytałam Zayna gdy wynurzył się z wody podczas kąpieli w jeziorze.
-Uwierz ostatniej nocy wszyscy słyszeli co między nami jest.-zaśmiał się.
-Aż tak głośno nie jęczałam!
-Nic nie mówię,bo było cudownie.-cmoknął mnie w usta.
-Nie zaprzeczę.
Nagle pomiędzy drzewami zauważyliśmy idącą Rebeccę.Wyglądała na wściekłą.
-Może do nas dołączysz?-spytał Zayn gdy była nie daleko nas.
-Nie będę wam przeszkadzała.-odparła chłodno.
Z tego co wiedziałam pojechała do miasta z Louisem i Harrym ,a ich nie widać...Postanowiłam do niej iść.Owinęłam się w ręcznik i usiadłam obok niej na pniu gdzie siedzieliśmy gdy paliło się ognisko.
-Coś się stało?-zapytałam.
-Nie...
-Lepiej nie kłam.Gdzie Harry i Louis?
-Mam to w dupie.
-Rebecca...Co się stało?-poparzyła na mnie.W jej oczach pojawiły się łzy.
-Spotkałam swojego kolegę ze szkoły.Gdy Harry zobaczył że ze mną rozmawia odstawił jakąś cholerną szopkę!A później jeszcze miał focha!Tylko kur*a za co ja się pytam?! Mam go dość.A najlepsze jest to że jeszcze zastanawiam się czy nie pójść z Jasonem do klubu.
-Z tego co mówisz ja osobiście zrobiła bym na złość Harremu i umówiła bym się z ...Jasonem.Ale to zależy wyłącznie od ciebie.-wstałam i wróciłam do Zayna by brunetka sama podjęła decyzje.

***Oczami Harrego"

Od mojego przyjazdu Rebecca nie odezwała się do mnie ani słowem.Około godziny dziewiętnastej dziewczyna zaczęła się gdzieś szykować.Alex i Niall poszli nad jezioro.Wiedziałem że blondynce spodobała się niespodzianka.No cóż...sam pomagałem ją zorganizować.
Rebecca wyszła z namiotu ubraną w <KLIK>,pogadała chwile z Alex i znów wróciła do namiotu.Nie wytrzymałem i poszedłem za nią.
-Wybierasz się gdzieś?-spytałem kiedy pakowała torebkę.
-Nie twój interes.-sięgnęła po pomadkę.
-Owszem mój.
-Nie,a teraz przesuń się bo chce wyjść.-zażądała.
-Nie.
-Pie*rz się Styles.-odepchnęła mnie.
-Tylko z tobą.
Popatrzyła na mnie swoim wściekłym spojrzeniem.Nagle usłyszałem odgłos silnika.Wszyscy już witali się z Jasonem.
-Hej.-przywitała się z nim Rebecca.
Obrzuciłem chłopaka gniewnym spojrzeniem.Dziewczyna chyba to zauważyła ponieważ pociągnęła go za koszule do samochodu.Miałem ochotę podejść do niego i mu wpieprzyć!Widziałem jak się na nią patrzył.Chciał ją przelecieć!O nie po moim trupie.
Gdy odjechali zawołałem do Louisa.
-Pożyczę od ciebie samochód!
-Co chcesz zrobić?!-oburzyła się Alex.
-Pojechać za nią.-otworzyłem drzwi.
-Chyba sobie żartujesz!-krzyknęła.-Daj jej spokój!
-Nie.-opowiedziałem stanowczo.
-Jak tak to jadę z tobą.-okrążyła samochód.
-Alex,skarbie może jednak nie.-podszedł do niej Niall.-Nie chciał bym żebyś zbytnio się stresowała.
-Ja z nim pojadę.-wtrącił Louis.
-Nie jadę sam.-zaprotestowałem.
-Stary,wiem co potrafisz.Wolę cię pilnować żebyś nie zrobił jakiegoś głupstwa.
Zdałem sobie sprawę z tego że niedługo nie dogonię ich samochodu.
-Dobra.Niech ci będzie.Wsiadaj.
Ruszyliśmy i od razu mocno nacisnąłem na pedał gazu.
-Spokojnie.-odezwał się Louis.
Po 10 minutach ujrzeliśmy samochód Jasona.Jechali wzdłuż ulicy.Zatrzymali się pod oświetlonym budynkiem.Jasnon objął Rebeccę.Zacisnąłem mocniej pięści na kierownicy.
Zaparkowałem i podążyłem za parą do środka.
W klubie było pełno ludzi.Wszyscy tańczyli i byli tak spici że nawet nie zauważali że właśnie weszli Harry Styles i  Louis Tomlinson.
Zauważyliśmy Rebeccę całą szczęśliwą obok Jasona popijającą jakiegoś drinka.Najpierw pierwszego później drugiego...a kończąc chyba na siódmym czy ósmym.Chłopak był o wiele trzeźwiejszy niż ona.Zaczął ją dotykać ,przytulać...
-Harry nie.-upomniał mnie Louis gdy chciałem tam podejść.-Na razie nie robią nic złego.
Jak to nie?Nic nie robią?!On maca moją...No właśnie.Nigdy nie rozmawialiśmy z Rebeccą o tym kim dla siebie jesteśmy...Czy ją kochałem?Nie wiem...Nigdy czegoś takiego nie czułem...Oczywiście miłość do rodziny to co innego ale do dziewczyny...Poszli potańczyć i zgubiłem ich w tłumie.
-Idę do toalety.-wstałem.
-Tylko nie zrób czegoś głupiego.-upomniał mnie brunet.
Przecisnąłem się przez tłum ludzi.Pchnąłem drzwi od męskiej toalety.Przy ścianie Jason przyciskał Rebeccę i całował po szyi.Powoli się do niej dobierał.
-Ty świnio!-wrzasnąłem i odciągnąłem go od dziewczyny rzucając o podłogę.
-Harry!-brunetka nagle otrzeźwiała.
Złapałam ją za rękę i pociągnąłem do samochodu.
-Zostaw mnie!-szarpała się dziewczyna.
Nie słuchałem jej.
-Hej!-na zewnątrz usłyszałem głos Jasona.-Słyszałeś!Zostaw ją!
-Spierda**j!-rzuciłem.
-Jestem dorosła mogę robić co chcę!-wyswobodziła się.
-Do samochodu ale już.-warknąłem.Byłem nie źle wkurzony.
-Nie mów tak do niej!-krzyknął chłopak.
Nie wytrzymałem i dałem mu w twarz.Z jego nosa pociekła krew.

***Oczami Rebecci***

Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę co narobiłam.Chłopaki zaczęli się bić.O mnie...Co ja zrobiłam?!O mało co nie kochałabym się z Jasonem! 
-Przestańcie!-wrzasnął Louis który nie wiem skąd się wziął.
Odciągnął Harrego a ja Jasona.Oboje byli już nieźle poturbowani.
-Tknij ją jeszcze raz to możesz sobie już kopać grób!-krzyknął Styles.
-Harry spokojnie.Do niczego nie doszło!-uspokajał go przyjaciel.
-Tak bo myślisz że ona należy tylko do ciebie!Dał bym jej to czego ty dać nie możesz!Tego na co zasługuje!-ryknął Jason 
- Morda dupku!-szarpał się Harry.
-Przestańcie!-oburzyłam się .-Jason wróć do domu.Rano pogadamy.
-Tak i znowu będzie próbował cię przelecieć!-wrzasnął brunet trzymany przez Louisa.
-Tak i zrobię to na 10 różnych sposobów!Tak że nigdy tego nie zapomni.
-Ty skur***ynu!-wyrwał się i dał mu w twarz.
-Harry!-odciągnęłam go lekko trzymając rękę na jego torsie.-Daj już spokój.Wracajmy.
Popatrzył na mnie.W jego oczach można było wyczytać samą złość i rozczarowanie.
-Stary ona ma rację .-wtrącił Louis i poklepał przyjaciela po ramieniu.
Harry rzucił raz jeszcze okiem na Jasona i wsiadł na tylne siedzenie samochodu.Poszłam za nim.
Louis ruszył.Harry podpierał się o drzwi.Wyciągnęłam apteczkę i przysunęłam się do niego bliżej.Delikatnie dotknęłam jego policzka i zwróciłam jego twarz tak żeby na mnie poparzył.
Przetarłam miejsca na jego skroni gdzie płynęła krew.Później zajęłam się jego nosem.
Nic nie mówił ,nawet się nie ruszył.Zero reakcji.Było mi wstyd.To co się stało to była tylko moja wina.
Gdy dojechaliśmy na miejsce Harry szybko wysiadł i poszedł do namiotu.Stanęłam przed samochodem nie wiedząc co zrobić.
-Idź do niego.-zachęcił mnie Louis.
Pokiwałam głową i ruszyłam do namiotu.
Harry właśnie ściągał bluzkę,która była prawdopodobnie już do wyrzucenia.Chłopak nawet na mnie nie spojrzał.Położył się na śpiworze i zamknął oczy.
Wciągnęłam do płuc powietrze i usiadłam na nim okrakiem.
-Hej.-pochyliłam się nad nim i odgarnęłam jego loki.Nadal nic nie mówił ani nawet nie spojrzał.-Harry...-dotknęłam jego policzka.Złapał moja rękę za nadgarstek i ścisnął.-Przecież do niczego nie doszło.
Odepchnął mnie i poszedł spać.Po moich policzkach spłynęły łzy.Chlipałam prawie cała noc ,gdy w końcu sama zasnęłam.

Rano...

Rano mimo próśb spakował się i odjechał...









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz