Imię:Jason
Nazwisko:Carter
Data urodzenia:15.07.1992r.
Hobby:Jazda na desce,granie na gitarze(najczęściej elektrycznej).
O mnie: Jestem raczej miły,choć robię się "groźny" i opryskliwy gdy ktoś mnie wnerwia.Kocham grać na gitarze.
***Oczami Alex***
Tamta noc skończyła się głośnym sapaniem Amber w namiocie obok.Szczerze zastanawiało mnie to ponieważ Zayn miał dziewczynę.
Ubrałam się i wyszłam z namiotu ponieważ zaczął boleć mnie brzuch.W oddali zauważyłam siedzącą na pomoście Rebeccę.
-Hej.Jak się spało ?-spytałam siadając obok.
-Oprócz tego że Harry gadał przez całą noc przez sen to nawet spoko.-uśmiechnęła się.
-On gada..przez sen?
-Tak...-westchnęła.-Ale już się przyzwyczaiłam.
-Co między wami jest?
-Sama nie wiem,Alex.-wzruszyła ramionami.-Jest jak książę...tylko nie dla mnie.
-A wy już plotkujecie?-usłyszałam głos Louisa.
-Nie.Rozmawiamy.-uśmiechnęłam się.
-Może pojedziecie ze mną i z Harrym do miasta?-spytał.
-Ja nie mogę.Niall powiedział że zabiera mnie na wycieczkę.-odpowiedziałam
-Ja z wielką chęcią pojadę.-zaoferowała się Becca.
-Super.Pójdziesz i go obudzisz?
-A ty nie możesz?-spytała brunetka.
-Już próbowałem.Nie skutecznie.
-Okok.Daj mi 5 minut.
***Oczami Rebecci***
-Harry.-pocałowałam go w policzek i otuliłam.
-Co?-mruknął.
-Wstawaj.
-Jeszcze 5 min.-nakrył głowę poduszką.
-Jeśli za 5 sekund nie wstaniesz to zero seksu do końca miesiąca.-odpięłam namiot.
-Już wstaję.-wrzasnął , wygramolił się ze śpiwora i pociągnął mnie do siebie.
-Ubierz się,proszę.-pocałowałam go.
-Daj mi chwilę.-zaczął całować moją szyję.
-1,2...
-Okey,już.Za 5 minut będę gotowy.-podniósł ręce do góry.
-No ja myślę.Z Louisem będziemy na ciebie czekać w samochodzie.
Jak na swoje lenistwo,Harry ubrał się w tempie jak dla mnie ekspresowym.
-Ja siedzę z przodu!-wrzasnął.
Wyciągnął mnie z samochodu i przerzucił przez ramię.
-Puść mnie!
-Wedle życzenia.
Położył mnie na tylnym siedzeniu i zamknął drzwi po czym on zajął miejsce obok kierowcy.
-Nie zapomnę ci tego.-warknęłam.
-Wiem.-zaśmiał.
-Skończyliście?-zapytał Louis.
-Ni...
-Tak.-przerwał mi Harry i założył okulary przeciwsłoneczne.
-Grabisz sobie u mnie,Styles.-odparłam po czym zaczęłam bawić się swoim telefonem.
Po 30 minutach...
-Wysiadamy,gołąbeczki.-oznajmił Louis.Byliśmy w jakimś miasteczku.
-Co my tu robimy?-spytałam.
-Idziemy na zakupy.-objął mnie Lou.
Weszliśmy do pierwszego.
-A ty gdzie?-spytał Harold kiedy poszłam w drugą stronę.
-Przypominam tobie choć trochę chłopaka?-uniosłam jedną brew.
-Raczej nie.
Szperałam pomiędzy wieszakami szukając czegoś fajnego.Nagle ktoś położył rękę na moim ramieniu.
-Rebecca?-usłyszałam głos za sobą.
Odwróciłam się.Przede mną stał wysoki brunet z niebieskimi oczami.
-Jason?-rzuciłam mu się na szyję.-Matko,tyle lat.
-Wyładniałaś.-zaśmiał się i postawił na ziemię.
-Ty też.Co tu robisz?
-A co innego można robić w takim zadupiu?Odpoczywam.
Nagle mina Jasona spoważniała.
-Wybrałaś coś sobie skarbie?-powiedział Harry i objął mnie w pasie.-Nie przedstawisz mnie?
-Nie trzeba ciebie przedstawiać.-odparł za mnie niebieskooki.-Jestem Jason.
-Miło mi ciebie poznać.Widzę że się znacie.Kim jesteś dla niej?
-Harry!-oburzyłam się.
-To moja koleżanka z dziecięcych lat.-wzruszył ramionami.
-Oooo doprawdy?
-Harry,dość!-wyrwałam się z jego objęć.
-Ja przecież nic nie robię.-odparł jak gdyby nigdy nic.
-Odejdź.-powiedziałam.
-Jak sobie chcesz.Aaaa jak za 10 minut nie wyjdziesz to wrócisz na piechotę.-odszedł.
Wypuściłam powietrze z płuc.Byłam na niego tak wściekła jak jeszcze nigdy dotąd.
-Przepraszam cię za niego.Nie wiem co mu się stało.Zwykle taki nie jest.-westchnęłam.
-Nic się nie stało.-uśmiechnął się słodko.-Może pójdziemy dzisiaj na imprezę?Niedaleko stąd jest całkiem fajny klub.Można się tam pobawić.
-Pewnie.Było by super.-ucieszyłam się.
-Okok.
Podałam mu swój numer.Z wielką niechęcią pożegnałam się z nim i wsiadłam bez słowa do samochodu w którym czekali już chłopcy.Kupili sobie dość dużo rzeczy.Pojechaliśmy na koktajl.
Nie miałam zamiaru odzywać się do Harrego.Louis zauważył napiętą atmosferę pomiędzy nami.
-O co znowu poszło?-spytał upijając łyk koktajlu o smaku truskawki.
-O nic.-wzruszyłam ramionami.
-Gadać mi tu natychmiast!-wrzasnął Louis,zwracając całą uwagę ludzi na siebie.
-O MATKO TO LOUIS TOMLINSON I HARRY STYLES!-rozległ się ryk dziewczyn które po chwili zleciały się i zaczęły robić sobie z nimi zdjęcia oraz prosiły o autografy.
Mnie w ogóle nie zauważały.Wstałam wzięłam swoje rzeczy i poszłam w stronę jeziora.
Noga za nogą nie spiesząc się.Usłyszałam zbliżający się samochód po czym pytanie.
-Może panią podwieźć?
W samochodzie siedział Jason.
-Pewnie.-ucieszyłam się i wsiadłam.
-Widziałem co działo się w ...-zaczął.
-Proszę cię.Nie chcę o tym rozmawiać.
-Jak chcesz.Odwiozę cię do waszej kwatery.
-Była bym wdzięczna.
Dopiero teraz przyjrzałam się dokładniej chłopakowi.Nie mogłam uwierzyć że to on.Z jego nosa zniknęły okulary a długie włosy zostały ścięte.
-Co mi się tak przyglądasz?-uśmiechnął się.
-Uświadamiam sobie co straciłam wiele lat temu.-powiedziałam całkiem poważnie.
Zaśmiał się.
-Czarujesz Mason.
-Ale ja mówię poważnie.-oburzyłam się.
-Masz przecież chłopaka.
-Chodzi ci o Harrego?-zaczęłam się śmiać.
-Widać że jest o ciebie zazdrosny i uważa ciebie za swoją własność.-wzruszył nonszalancko ramionami.
Nigdy nie myślałam że chłopak który kiedyś był wyśmiewany przez wszystkich stał się taki seksowny i przystojny.
-Nie jestem jego własnością!-syknęłam.
-Każda tak uważa.
Skręcił w polną dróżkę,tak jak go poprowadziłam.
-Wysadź mnie tu .Dalej pójdę sama.
-Na pewno?
-Tak.-zapewniłam.
Zatrzymał się a ja wysiadłam.
-Wieczór nadal aktualny?-spytał.
-Sama nie wiem.
-Jak się już namyślisz to zadzwoń.-puścił mi oczko i odjechał.
O mój Boże!Zabrakło mi tchu.Ciągle przed oczami miałam jego uśmiech...
-Daleko jeszcze?-spytałam zmęczona wędrówką.
-Jeszcze chwila,skarbie.-odpowiedział.
Po kilku minutach Niall zasłonił mi oczy i powiedział:
-Nie bój się.
-Przy tobie niczego się nie boje.
-I dobrze.
Przeszliśmy parę kroków po czym ujrzałam koc na środku polanki a na nim masę jedzenia.
-Oooo.Jesteś uroczy.-pocałowałam go w usta.
-No przecież wiem...-powiedział pomiędzy pocałunkami.-A teraz możemy już zjeść bo jestem głodny.
-Jak zawsze.-stwierdziłam.
Nie miałam zamiaru odzywać się do Harrego.Louis zauważył napiętą atmosferę pomiędzy nami.
-O co znowu poszło?-spytał upijając łyk koktajlu o smaku truskawki.
-O nic.-wzruszyłam ramionami.
-Gadać mi tu natychmiast!-wrzasnął Louis,zwracając całą uwagę ludzi na siebie.
-O MATKO TO LOUIS TOMLINSON I HARRY STYLES!-rozległ się ryk dziewczyn które po chwili zleciały się i zaczęły robić sobie z nimi zdjęcia oraz prosiły o autografy.
Mnie w ogóle nie zauważały.Wstałam wzięłam swoje rzeczy i poszłam w stronę jeziora.
Noga za nogą nie spiesząc się.Usłyszałam zbliżający się samochód po czym pytanie.
-Może panią podwieźć?
W samochodzie siedział Jason.
-Pewnie.-ucieszyłam się i wsiadłam.
-Widziałem co działo się w ...-zaczął.
-Proszę cię.Nie chcę o tym rozmawiać.
-Jak chcesz.Odwiozę cię do waszej kwatery.
-Była bym wdzięczna.
Dopiero teraz przyjrzałam się dokładniej chłopakowi.Nie mogłam uwierzyć że to on.Z jego nosa zniknęły okulary a długie włosy zostały ścięte.
-Co mi się tak przyglądasz?-uśmiechnął się.
-Uświadamiam sobie co straciłam wiele lat temu.-powiedziałam całkiem poważnie.
Zaśmiał się.
-Czarujesz Mason.
-Ale ja mówię poważnie.-oburzyłam się.
-Masz przecież chłopaka.
-Chodzi ci o Harrego?-zaczęłam się śmiać.
-Widać że jest o ciebie zazdrosny i uważa ciebie za swoją własność.-wzruszył nonszalancko ramionami.
Nigdy nie myślałam że chłopak który kiedyś był wyśmiewany przez wszystkich stał się taki seksowny i przystojny.
-Nie jestem jego własnością!-syknęłam.
-Każda tak uważa.
Skręcił w polną dróżkę,tak jak go poprowadziłam.
-Wysadź mnie tu .Dalej pójdę sama.
-Na pewno?
-Tak.-zapewniłam.
Zatrzymał się a ja wysiadłam.
-Wieczór nadal aktualny?-spytał.
-Sama nie wiem.
-Jak się już namyślisz to zadzwoń.-puścił mi oczko i odjechał.
O mój Boże!Zabrakło mi tchu.Ciągle przed oczami miałam jego uśmiech...
***Oczami Alex***
-Daleko jeszcze?-spytałam zmęczona wędrówką.
-Jeszcze chwila,skarbie.-odpowiedział.
Po kilku minutach Niall zasłonił mi oczy i powiedział:
-Nie bój się.
-Przy tobie niczego się nie boje.
-I dobrze.
Przeszliśmy parę kroków po czym ujrzałam koc na środku polanki a na nim masę jedzenia.
-Oooo.Jesteś uroczy.-pocałowałam go w usta.
-No przecież wiem...-powiedział pomiędzy pocałunkami.-A teraz możemy już zjeść bo jestem głodny.
-Jak zawsze.-stwierdziłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz