***Oczami Amber* **
-Niall, debilu! Gdzie ty łazisz?! Martwiłam się!
-Jakie miłe powitanie. - rzekł Louis lekko zaskoczony.
-Och. Louis. Sorki, czekam na Nialla. - rzekłam że spuszczoną głową. -Ale my się chyba nie znamy... Amber Horan.
-Louis. A ty co? Żona Nialla?
-Siostra, młodsza. - rzekłam.
-Spoko? Kiedy przyjdą Harry i Niall? - spytał brunet, kierując się do kuchni.
-Sam mi to powiedz!
-Dobra, sorki. Ja idę. Niech zadzwonią jak przyjadą.
-Przekaże. Pa. - pocałowałam go w policzek.
-Pa, Alex.
-Ale ja nie jestem Alex! - krzyknęłam wściekła do zamkniętych drzwi.
***Oczami Harrego***
Obudziłem się, i ujrzałem wtuloną we mnie Rebecce. Alex i Niall jeszcze spali, również przytuleni. Na stole, leżały jakieś pokruszone paluszki i resztki popcornu. Rebecca, wyglądała tak słodko, że chciałem ją pocałować. Tak mocno i czule, ale wiedziałem, że byłaby wściekła. Chciała być dla mnie tylko przyjaciółką. To wyłącznie moja wina. Mogłem się nie przytulać do tej cholernej Alex.
Może nie powinienem winić jej, tylko siebie. Podczas gdy tak myślałem, obudził się Niall.
-Dzień dobry. - przywitałem go kulturalnie.
-Siema. - odpowiedział zaspanym głosem.
-Alex i Rebecca śpią. Chodź do kuchni. - zaproponowałem
-Okey. - odpowiedział blondyn.
Wstaliśmy. Wziąłem sobie kawę, a Niall zrobił kilka kanapek.
-Więc... Alex jest w ciąży. - zacząłem.
-Tak. A co? - spytał się z ,ustami pełnymi chleba.
- Teraz wszystko się zmieni. - powiedziałem filozoficznym tonem.
-Nie będzie tak źle. - mruknął.
-Ale chyba nie będziesz się z nią żenić, co? - ciągnąłem.
-Na razie nie. Ale później. Czemu nie. Kocham ją. To ta jedyna. Czuje to. - mówił z przekonaniem.
-A jak ty to powiesz Amber? - spytałem zaciekawiony.
-No, nie wiem jeszcze. Ona chyba nie lubi Alex. - mruczał smutny.
-Chyba?! Gościu! Ona jej nienawidzi! Zwraca się do niej na per szmato!!! - krzyknąłem na cały dom.
-Co? - zapytał.
-No normalnie, sam słyszałem.Ale dość tego tematu.Wpadłem na genialny pomysł.
-Niby jaki?-spytałem zaciekawiony.
-Może pojedziemy z dziewczynami pod namiot?Tyko my,las i...seks....
-To ostatnie bardzo mi się podoba.-zaśmiał się.
*Oczami Nialla*
Nie mogę uwierzyć że moja własna siostra, zwraca się tak do mojej dziewczyny. Matki mojego dziecka. Podszedłem do drzwi i zobaczyłem Alex leżącą na kanapie, przytulającą poduszkę. Kochałem ten widok, tak cholernie go kochałem. A teraz ona była w ciąży. Ze mną. Bałem się.
Nagle usłyszeliśmy huk w salonie.Po chwili zobaczyliśmy Rebeccę wstającą z podłogi.Razem z Harrym tłumiliśmy śmiech.
-Tylko nie zeżryjcie wszystkiego.-ostrzegła nas i zniknęła w swoim pokoju.
Harry wziął kubek z kawą i podążył w ślad za nią.
Uśmiechnąłem się i pogłaskałem Alex po głowie.
Otworzyła swoje zaspane oczy i mruknęła:
-Co jest?
-Nic,kochanie...Chciałem cię przeprosić za Amber...-spuściłem głowę.-O niczym nie wiedziałem...Przepraszam...
-Skąd to wiesz?-Zdziwiła się.
-Harry mi powiedział.Porozmawiam z Amber ,nie martw się.
-Nie musisz...
-Ależ muszę.-pocałowałem ją w czoło.
Godzinę później...
-Dziewczyny Harry wpadł na genialny pomysł.-oznajmiłem.
-O matko co mu się stało?!-zapytała zszokowana Alex.
Wybuchliśmy śmiechem.
-Dobra...powaga...-odezwała się Rebecca.
-Mamy zamiar zabrać was na wyjazd...-odrzekłem.
-Chyba sobie żartujecie...-oburzyła się brunetka.-Nie ma mowy!Z nim nigdzie nie jadę!-odepchnęła przymilającego się do niej Harrego.
Wiedziałem że bardzo go tym rani.Nie wiedziałem co między nimi było ,ale Harremu bardzo na niej zależało.
-Oj weź Becca...-błagała Alex.
-Nie ,nie ma mowy!-stawiała się.-Jak chcesz to sama z nimi jedz!
-Bez ciebie nie jadę.Chcesz żebym chodziła smutna?-zrobiła minę smutnego pieska.
-Okey...-przewróciła oczami.
-Super...Czyli ustalone?-spytałem.
-Tak.-odpowiedziała uradowana Alex.
Tydzień później...
***Oczami Rebecci***
-Gdzie te gołąbeczki ,do cholery jasnej!-spytał Hazz ,gdy mieliśmy jechać pod namioty w tajemnicze miejsce które wymyślili chłopaki.
-Daj im chwilę co?!-oburzyłam się.
-Nie wiem czy wiesz ale na ten dzień mamy bardzo napięty grafik.
-Nie ma w tobie za grosz romantyzmu.-westchnęłam poirytowana.
-Tak uważasz?-pochylił się nade mną.
-Tak.-odepchnęłam go.-Nie wiem czy to dobry pomysł żebym jechała z tobą.
-Dlaczego?
-Bo w końcu tobie ulegnę,a tego nie chcę.
-Nie mam nic przeciwko temu.-uśmiechnął się zadziornie.
-Ja wiem...
Nagle zadzwonił mój telefon.
-Co tam Alex?-zapytałam.
-Wiesz co my pojedziemy drugim samochodem.-oznajmiła.
-Ale czemu?
-Bo wy macie wszystkie bagaże.Nie zmieścimy się.
Spojrzałam za siebie.Miała racje.
-Okok.Spotkamy się na miejscu?-zapytałam.
-Oczywiście....Miłej jazdy.-zaśmiała się blondynka.
-Oj,zamknij się już lepiej.-rozłączyłam się.
-I co?-zapytał Harold.
-Jedziemy sami.Oni jadą drugim samochodem.
-Okey.
Ruszyliśmy.
Po godzinie...
-Daleko jeszcze?-mruknęłam.
-Nie...
Oczy same mi się zamknęły.Po chwili poczułam że ktoś wyciąga mnie z samochodu.Zszokowana otworzyłam oczy i zobaczyłam Harrego.Trzasnął drzwiami i oparł mnie o samochód.Przywarł do mnie całym ciałem wbijając swoje palce w moją pupę.
-Idioto ,co robisz?!-syknęłam wściekła.
-Ććććććććśśśśśśś...-szepnął mi do ucha i dotknął swoimi wargami moich.
Przyssał się do nich tak jak pierwszego dnia gdy się całowaliśmy.Brutalnie.Wiedziałam że zapomniał o kontrolowaniu się.
Odepchnęłam go mocno i dałam w twarz.
-Właśnie dlatego nie chciałam z tobą jechać!-wrzasnęłam na całe gardło.
To jednak nie zniechęciło chłopaka.
Położył mnie na rozgrzaną maskę swojego BMW.
-Nie opieraj się,skarbie.-wyszeptał wprost do mojego ucha.-Jeśli będziesz się stawiała,będę jeszcze bardziej napalony ....i okrutny.A tego ani ja ani ty nie chcesz.
-Zostaw mnie,debilu!-krzyknęłam rozwścieczona.
Przycisnął mnie do maski mocnej. Pocałował mnie i nie zważał na to że próbowałam się wyrwać.Dobrze wiedział że w którymś momencie ulegnę.
Ugryzłam go w wargę.Poczułam smak jego krwi.Lekko się odsunął.
-Jak mogłaś?!-krzyknął,oblizując językiem ranę.
-Zabierz łapy!
-Nie!
-I tak nie ulegnę!-zapewniałam.
-Zobaczymy.-znów namiętnie mnie pocałował...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz