***Oczami Nialla***
-I jak?Podoba ci się tu?-zapytałem Alex gdy leżeliśmy wieczorem na łóżku przytulając się do siebie.
-Bardzo twoi rodzice są bardzo mili.Dzisiaj nawet twoja mama podsuwała mi pomysły jak nazwać przyszłego Horana.-zaśmiała się.
-Naprawdę?-uśmiechnąłem się.-Jakie imiona proponowała?
-Alexander dla chłopczyka a Amanda dla dziewczynki.-powiedziała.
-Nawet całkiem nie złe...A ty już nad tym myślałaś?
-Żartujesz?Rebecca nie dała mi żyć i któregoś tam dnia siedziałyśmy przez cały dzień i wybierałyśmy imiona
-I jakie wybraliście?
-Dla dziewczynki Lucy a dla chłopczyka Ed.
-Ładne.
-Jak tobie się nie podobają to zmienimy.
-Nie skarbie.To śliczne imiona.-pocałowałem ją w usta i dotknąłem brzucha w którym było nasze dziecko.
Nieoczekiwanie zadzwonił telefon Alex.Ta nie miała najmniejszej ochoty odbierać.
-A jak to coś ważnego?-zauważyłem.
-Nic nie jest ważniejsze od ciebie.
-Alex,sprawdź.
Westchnęła.
-Halo?-odebrała i nagle pobladła.-Rebecca,dlaczego płaczesz?...O matko.-załamała ręce.-Jak to?Matko...Rebecca...Tak mi przykro...Ja...Nie płacz...skarbie...Boże to okropne.Rozumiem...dobrze...Boże trzymaj się...
Odłożyła telefon na stoliczek.Jak dziecko przytuliła się do mnie i zaczęła płakać.
-Alex?Kochanie co się stało?
-Rebecca...-łkała nie mogąc tego z siebie wykrztusić.
-Co się stało?-dopytywałem się.
-Jej brat...-ciągnęła.-Nie żyje.Przyjaźniłam się z nim.Matko to straszne!Co musi teraz czuć Rebecca!Ona go tak kochała!
-Uspokój się kochanie...-przytuliłem ją mocniej i po moim policzku również spłynęła łza.
Dlaczego?Być może dlatego że Rebecca była dla mnie jak siostra.
Tydzień później...

-Bardzo twoi rodzice są bardzo mili.Dzisiaj nawet twoja mama podsuwała mi pomysły jak nazwać przyszłego Horana.-zaśmiała się.
-Naprawdę?-uśmiechnąłem się.-Jakie imiona proponowała?
-Alexander dla chłopczyka a Amanda dla dziewczynki.-powiedziała.
-Nawet całkiem nie złe...A ty już nad tym myślałaś?
-Żartujesz?Rebecca nie dała mi żyć i któregoś tam dnia siedziałyśmy przez cały dzień i wybierałyśmy imiona
-I jakie wybraliście?
-Dla dziewczynki Lucy a dla chłopczyka Ed.
-Ładne.
-Jak tobie się nie podobają to zmienimy.
-Nie skarbie.To śliczne imiona.-pocałowałem ją w usta i dotknąłem brzucha w którym było nasze dziecko.
Nieoczekiwanie zadzwonił telefon Alex.Ta nie miała najmniejszej ochoty odbierać.
-A jak to coś ważnego?-zauważyłem.
-Nic nie jest ważniejsze od ciebie.
-Alex,sprawdź.
Westchnęła.
-Halo?-odebrała i nagle pobladła.-Rebecca,dlaczego płaczesz?...O matko.-załamała ręce.-Jak to?Matko...Rebecca...Tak mi przykro...Ja...Nie płacz...skarbie...Boże to okropne.Rozumiem...dobrze...Boże trzymaj się...
Odłożyła telefon na stoliczek.Jak dziecko przytuliła się do mnie i zaczęła płakać.
-Alex?Kochanie co się stało?
-Rebecca...-łkała nie mogąc tego z siebie wykrztusić.
-Co się stało?-dopytywałem się.
-Jej brat...-ciągnęła.-Nie żyje.Przyjaźniłam się z nim.Matko to straszne!Co musi teraz czuć Rebecca!Ona go tak kochała!
-Uspokój się kochanie...-przytuliłem ją mocniej i po moim policzku również spłynęła łza.
Dlaczego?Być może dlatego że Rebecca była dla mnie jak siostra.
Tydzień później...
***Oczami Rebecci***
WŁĄCZCIE TO :http://www.youtube.com/watch?v=7APWPjcnFEM
Byłam bardzo wdzięczna że na pogrzeb Chrisa przyjechali chłopcy z One Direction oraz Amber by wspierać mnie ile mogli.
Dziewczyny były ubrane w:
ALEX:
AMBER:
JA :
Głośno wypuściłam powietrze z płuc.Harry jeszcze mocniej przyciągnął mnie do siebie.Objęłam go rękami i wtuliłam się w niego.Byłam załamana.Chris...mój brat który zawsze mi pomagał...Nie ma już go...
Mama z tatą nie płakali.Dlaczego?Być może dlatego że nawet go nie znali!Dwadzieścia cztery lata go olewali!Tacy byli z nich rodzice.
Nagle poczułam jak ktoś obejmuje mnie w pasie.Spojrzałam na dół.Do mojej tali przytuliła się Jade.Dziewczynka której Chris pomagał ponieważ miała problemy rodzinne.Bardzo się z nim zżyła.Tak samo jak ja.Miała dopiero 8 lat i już została sama.Pogłaskałam ją po głowie.
-Może ktoś chciał by coś powiedzieć? -spytał ksiądz.
Westchnęłam i zaczęłam zmierzać w kierunku trumny.
-Nie wiedziałam że tak szybko tu stanę.-moje oczy napełniły się łzami ale próbowałam mówić dalej.-Chris był dla nas bratem,synem czy wnukiem..Ale także przyjacielem...Zawsze umiał pomóc a przy jego żartach można było śmiać się bez końca...Choć nie zawsze tobie to okazywałam,kochałam cię braciszku...Tylko nie rozumiem dlaczego nas zostawiłeś!-wciągnęłam do płuc powietrze i przygryzłam wargę.-Moim zdaniem im dłuższe pożegnanie tym więcej łez ..-otarłam je.-Będę za tobą tęskniła Chris...
Podeszły do mnie Alex oraz Amber i przytuliły mnie.Rozpłakałam się.
Po pogrzebie...
-Rebecca wracasz do Londynu prawda?-spytała babcia.
-Tak.Nie potrafiła bym mieszkać teraz w domu...Przykro mi.
-Chris by to zrozumiał.-uśmiechnęła się a ja przytuliłam się do niej.
Kochałam ten łagodny zapach jej perfum.
Podeszłam do moich przyjaciół ,którzy stali już przy samochodach.
-Pojedziecie na obiad?
-To kiepski pomysł.My nie jesteśmy rodziną.-powiedział Zayn obejmując Amber.
-Dla mnie jesteście rodziną.-uśmiechnęłam się smutno.-Poza tym chcę żebyście byli ze mną.
-Skoro tak mówisz to okey.-zgodził się Liam.
Wszyscy wsiedli do samochodów.Ja razem z Harrym,Liamem i Louisem a Alex z Amber,Niallem oraz Zaynem.
Dłonie strasznie mi się trzęsły.Harry przytulił mnie i pogłaskał po głowie.Zayn ruszył.Cały czas myślałam o Chrisie i o tym co powiedział w swoich ostatnich minutach życia.
"-To koniec Becca...-jęknął.
Złapałam za jęgo dłoń a po moich policzkach sypnęły łzy.
-Dlaczego mnie zostawiasz?Jeszcze możesz wygrać!
-Ja...ja nie mam już siły...To mnie wykańcza...Nie chce już...żyć...
-Nie mów tak!Proszę...-dotknęłam jego zimnego policzka.-Oprócz ciebie nie mam nikogo!
-Masz.Jego.-spojrzał na Harrego który stał za szybą.-On cię kocha.Widzę to.Obiecuje że będę wam pomagał....Kocham cię...siostrzyczko..
Zamknął oczy a aparat zaczął pikać.
-Nie!-wrzasnęłam.
Do sali wpadli lekarze.Harry odciągnął mnie od Chrisa by lekarze mogli przy nim działać.
-Raz ,dwa...uwaga strzelam.-powiedział jeden z lekarzy a Chris podniósł się i znów opadł na łóżko.
-Nadal nic.
-Jeszcze raz-zarządził .
To także nic nie dało.Nie mogłam w to uwierzyć mój brat...mój braciszek...mój przyjaciel.Leżał na łóżku..blady,zimny...martwy."
-Rebecca.-szepnął Harry.
Wtuliłam się w niego mocnej.Czułam się przy nim bezpieczna.Woń jego perfum uspokajała mnie.
Głaskał mnie po głowie.
-To ten jedyny...teraz to wiem...-pomyślałam.
Podeszły do mnie Alex oraz Amber i przytuliły mnie.Rozpłakałam się.
Po pogrzebie...
-Rebecca wracasz do Londynu prawda?-spytała babcia.
-Tak.Nie potrafiła bym mieszkać teraz w domu...Przykro mi.
-Chris by to zrozumiał.-uśmiechnęła się a ja przytuliłam się do niej.
Kochałam ten łagodny zapach jej perfum.
Podeszłam do moich przyjaciół ,którzy stali już przy samochodach.
-Pojedziecie na obiad?
-To kiepski pomysł.My nie jesteśmy rodziną.-powiedział Zayn obejmując Amber.
-Dla mnie jesteście rodziną.-uśmiechnęłam się smutno.-Poza tym chcę żebyście byli ze mną.
-Skoro tak mówisz to okey.-zgodził się Liam.
Wszyscy wsiedli do samochodów.Ja razem z Harrym,Liamem i Louisem a Alex z Amber,Niallem oraz Zaynem.
Dłonie strasznie mi się trzęsły.Harry przytulił mnie i pogłaskał po głowie.Zayn ruszył.Cały czas myślałam o Chrisie i o tym co powiedział w swoich ostatnich minutach życia.
"-To koniec Becca...-jęknął.
Złapałam za jęgo dłoń a po moich policzkach sypnęły łzy.
-Dlaczego mnie zostawiasz?Jeszcze możesz wygrać!
-Ja...ja nie mam już siły...To mnie wykańcza...Nie chce już...żyć...
-Nie mów tak!Proszę...-dotknęłam jego zimnego policzka.-Oprócz ciebie nie mam nikogo!
-Masz.Jego.-spojrzał na Harrego który stał za szybą.-On cię kocha.Widzę to.Obiecuje że będę wam pomagał....Kocham cię...siostrzyczko..
Zamknął oczy a aparat zaczął pikać.
-Nie!-wrzasnęłam.
Do sali wpadli lekarze.Harry odciągnął mnie od Chrisa by lekarze mogli przy nim działać.
-Raz ,dwa...uwaga strzelam.-powiedział jeden z lekarzy a Chris podniósł się i znów opadł na łóżko.
-Nadal nic.
-Jeszcze raz-zarządził .
To także nic nie dało.Nie mogłam w to uwierzyć mój brat...mój braciszek...mój przyjaciel.Leżał na łóżku..blady,zimny...martwy."
-Rebecca.-szepnął Harry.
Wtuliłam się w niego mocnej.Czułam się przy nim bezpieczna.Woń jego perfum uspokajała mnie.
Głaskał mnie po głowie.
-To ten jedyny...teraz to wiem...-pomyślałam.
